Znaleźć przyjaciół na całe życie Dotrzeć w najdalsze miejsca Łaską z nieba przezwyciężać własne słabości Pokonywać wspólnie tysiące kilometrów Zdobywać wiedzę i mądrość Być najbliższym świadkiem Wielkiej Tajemnicy W adoracji poczuć bicie serca Jezusa Strzelać piękne bramki Wspólnymi siłami dokonać rzeczy niemożliwych

Świadectwo powołania ministranckiego

Michał Wyrobek| 30 mar 2008| Komentowanie nie jest możliwe

Ministrantem jestem od 1997 roku, a wszystko zaczęło się od mojego kolegi Maćka, który zapisał się na posługę przy ołtarzu. Namawiał mnie do tego samego, lecz ja z oporem się na to nie zgadzałem. Maciek namawiał mnie przez cały tydzień na wstąpienie do Liturgicznej Służby Ołtarza, ale byłem nieugięty. Minął tydzień, a we mnie zrodziło się wreszcie pragnienie zostania ministrantem. Nie mogłem oprzeć się tej myśli, która ciągle tkwiła mi w głowie. Kiedy ministranci mieli zbiórkę, na schodach przy zakrystii siedział ksiądz proboszcz Henryk, a wkoło Niego gromada ministrantów, było ich wtedy około pięćdziesięciu. Nie mówiąc nic rodzicom poszedłem na moją pierwsza zbiórkę. Podchodząc do księdza Henryka, powiedziałem: Chcę zostać ministrantem. Wtedy ksiądz proboszcz zwrócił się do starszych ministrantów, aby mnie przygotowali. Moje przygotowanie trwało bardzo krótko. Na pierwszej Mszy św., byłem bez komży miałem tylko pelerynkę. Po dwóch mszach powiedziałem do starszych ministrantów, że jestem już gotowy, a oni zdziwieni nie chcieli mi uwierzyć.

Sprawdzili moją wiedzę praktyczną jak i teoretyczną, okazało się że wszystko umiem, po konsultacji z księdzem dostałem komżę ministrancką. Zostałem więc ministrantem. Moja służba trwała i trwa nadal, oczywiście powiedziałem rodzicom, że zapisałem się na ministranta, moja mama powiedziała wtedy do mnie: Bycie ministrantem to obowiązek, jeśli chcesz być nim to musisz być gorliwy i sumienny. Moja babcia, Franciszka, była ze mnie bardzo dumna. Miałem dyżur razem z moim kolegą Maćkiem wyznaczony w czwartek na siódmą rano. Co czwartek, więc szliśmy do Kościoła na siódmą , później do szkoły na lekcje. Oczywiście odprowadzali nas rodzice gdyż byliśmy w pierwszej klasie szkoły podstawowej.

Dochodząc do czwartek klasy, moje ofiarowanie się Bogu wzrastało, nie wystarczało mi już że jestem samym ministrantem. Ksiądz Tomasz, obecny wikariusz oraz nasz opiekun zaproponował mi abym zaczął czytać Słowo Boże. Bardzo się bałem. Pierwsze zetknięcie się z mikrofonem wraz z większą liczbą ludzi w kościele. Na początku czytałem tylko w tygodniu, gdyż na Mszy św. nie było wiele osób. Trwało to, aż do szóstej klasy, wtedy odważyłem się wykonać czytanie na Mszy św. niedzielnej. Do czytania dochodziła jeszcze modlitwa wiernych. Lata mijały i moje podejście do Kościoła zmieniało się na coraz bardziej pozytywne. W szóstej klasie szkoły podstawowej naszła mnie myśl, aby zostać księdzem. Powiedziałem to swojej mamie. W odpowiedzi rzekła mi, że mam jeszcze czas. Na tym się skończyło. Będąc jednak na swoich służeniach, których miałem trzy razy w tygodniu i nawet więcej, przyglądałem się księdzu jak on sprawuję Najświętszą Ofiarę. Z biegiem czasu myśl, o kapłaństwie minęła, lecz nie bezpowrotnie.

Gdy byłem już w klasie gimnazjalnej, bodajże w drugiej myśl ta powróciła i to z o wiele mocniejszą siłą. Miewałem dziwne sny. Śnił mi się papież , Jan Paweł II, który coś do mnie mówił, lecz go nie słyszałem. Śniła mi się Msza św., którą sam odprawiałem. Pewnego razu już w trzeciej klasie gimnazjum, przyśniło mi się że do mnie do domu przyjechał ks. bp Błażej Kruszyłowicz . Zapukał do moich drzwi, otworzyła mu mama, która zaraz mnie zawołała. Ksiądz biskup wręczył mi sutanny: jedna czerwoną i jedną czarną, nic nie mówiąc odjechał. Opowiedziałem o tym śnie mojemu nowemu proboszczowi Marianowi, gdyż w 1998 zmieniono uprzedniego proboszcza, ks. Henryka. Ks. Marian powiedział mi: Ksiądz biskup Błażej był dzisiaj u nas z krótką wizytą. Ze zdziwieniem popatrzyłem na mojego Księdza Proboszcza, zapytałem go więc: A co z tymi sutannami?. Ksiądz po krótkim namyśle powiedział cicho pod nosem: To niemożliwe. Tak się to skończyło. Później miałem jeszcze inne sny, ale niestety już ich nie pamiętam. Zakończyłem naukę w gimnazjum. Wyruszyłem do szkoły średniej w Szczecinie. Zapoczątkowałem naukę w Technikum Elektryczno-Elektronicznym.

W tym roku uczestniczyłem w kursie ceremoniarza i po odpowiednim przygotowaniu zostałem uroczyście promowany do tej posługi 2 marca 2008 roku w Arcybiskupim Wyższym Seminarium Duchownym w Szczecinie. Jestem już jedenaście lat ministrantem. Chcę nim być dopóki Pan Bóg pozwoli. Jestem pełen radości, że mogę dla Niego służyć i być przy Nim tak blisko. On sam jest dla mnie nagrodą. Ministrant, który jest z powołania, służy Bogu z oddaniem, gorliwością i sumiennością. Pamiętajmy: Ministrantem nie jest się tylko w kościele. Jest się nim wszędzie – w domu, w szkole, na podwórku. Tam swoją postawą i zachowaniem ministrant powinien dawać świadectwo swojej miłości do Boga poprzez wypełnienie Jego przykazań. W codziennym życiu swoja postawą udowadnia sobie i innym, że jego postępowanie jest takie, jakiego życzyłby sobie Pan Bóg. Każdy ministrant powinien starać się tak jak On osiągać doskonałość poprzez codzienne naśladowanie Chrystusa, modlitwę oraz pracowitością i sumiennością.

Możliwość komentowania jest wyłączona.