Znaleźć przyjaciół na całe życie Dotrzeć w najdalsze miejsca Łaską z nieba przezwyciężać własne słabości Pokonywać wspólnie tysiące kilometrów Zdobywać wiedzę i mądrość Być najbliższym świadkiem Wielkiej Tajemnicy W adoracji poczuć bicie serca Jezusa Strzelać piękne bramki Wspólnymi siłami dokonać rzeczy niemożliwych

Modlitwa w życiu ministranta

Mateusz Pakuła| 10 maj 2008| Komentowanie nie jest możliwe

Każdy z nas ministrantów może powiedzieć, że w naszej służbie najbardziej widocznym aspektem ministranckiego powołania jest służba i modlitwa, które ściśle się wiążą. Chciałbym się jednak skupić nad tym drugim pojęciem, jakim jest owa modlitwa. Ministrant w swoim powołaniu jest przeznaczony na służbę, ale też na modlitwę. Każdy z nas – ministrant, czy lektor powinien zdawać sobie z tego sprawę. Modlitwa powinna zająć pierwsze miejsce w naszej, można powiedzieć „hierarchii ministranckiego bytu”. Chrystus każdego z nas uzdolnił rozumiem, mową, talentami do oddawania Jemu należnej czci. Dał nam tez wolną wolę, dzięki której sami decydujemy o tym co wybieramy, jak czytamy w księdze Powtórzonego Prawa: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. (…)” Co wybierasz? Zostaje zadane pytanie. Tu mamy niejako potwierdzenie wolności wyboru jaką dał człowiekowi Bóg. Sami musimy wybrać co chcemy wyznawać. Samego siebie stawiając w centrum i być egoistycznym, czy też postawić Boga jako Tego, który nas poprowadzi. Zatem, aby móc z Nim działać i przy pomocy Jego łaski żyć, musimy mieć z nim stały kontakt. Nierozerwalny i nieprzemijający, który doprowadzi do Zbawienia. Tym niezbędnym kontaktem jest modlitwa. Ona daje nam poczuć siłę i moc, która potrzebna jest nam do umocnienia, a czasem dopiero narodzenia się w wiary w naszych sercach. Chcąc ulepszyć naszą modlitwę, musimy zacząć od ulepszenia siebie. Jako zwykłego człowieka, czy też ucznia, kolegi, znajomego. Od przemiany siebie powinniśmy zacząć odradzać więź z Bogiem. Trudno jest uklęknąć przed ołtarzem w całkowitym duchu pokory i prosić Pana o łaski, jeśli sami nie byliśmy w stosunku do niego zbyt odpowiedzialni za własne czyny. Odważę się powiedzieć, że jeśli ciążą na nas zbyt ciężkie i przytłaczające nas grzechy modlitwa nie jest, w swoim pięknie i swojej wadze, prawdziwa.

Pamiętamy słowa aktu pokutnego, wyznając własne grzechy, mówimy : „…bardzo zgrzeszyłem, myślą mowa uczynkiem i zaniedbaniem…”. Nasz własny czyn, czyli to jak się zachowujemy wobec innych i jak postępujemy, czy jest to godne miana dziecka Bożego jakie otrzymaliśmy na chrzcie św., czy nawet jako do ministranta, miana sługi ołtarza Pańskiego. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że nie tylko moje przyklęknięcie przed ołtarzem w momencie Mszy św., czy też przed nią uczyni mnie wiernym Bogu, wiernym w łączności Jemu samemu. Ale to jak będę działał wobec drugiego człowieka. Chrystus działa w nas i dla nas, aby ukazać jeszcze większą swoją łączność z nami. W ostatnią niedzielę – Wniebowstąpienia Pańskiego, zapewnił nas w ewangelii: „ Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Jest obecny w Eucharystii, w sakramentach Kościoła, w samym Kościele, jak i w nas, czy w innym człowieku. Trzeba nam się uczyć miłości do współbraci i sióstr. Tylko miłością Bożą zdziałamy najwięcej. Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał, że „miłość mu wszystko wyjaśniła”. Nam również powinna wyjaśniać to co czasem trudne i niezrozumiałe. Wszystko nie jest nam dane pojąć, wtedy zdajmy się na wolę Bożą, a On sam zadziała. Podsumowując tę myśl, jeśli chcemy utrzymać „prawdziwą” łączność z Chrystusem i jego Ojcem, szukajmy Go w miłości do drugiego człowieka.

Mimo naszej niekiedy bardzo szczerej modlitwy, mogą nam ją przysłaniać nasze błędy, przewinienia. Oto woła sumienie, które jest jednym z najwspanialszych darów Bożych. Dlatego też, drugim ważnym członem prawdziwej modlitwy jest stan łaski uświęcającej i „spokojna dusza jak i sumienie”. Czasami możemy czuć pewne roztargnienia, jakiś dyskomfort modlitwy. Nie należy się tym przejmować. Ciężko jest się modlić prawdziwie oddając się całkowicie w modlitwie Bogu. Nie mówię tu, że jest to nieosiągalne. Jednak stawiając na codzienność trzeba powiedzieć, że każdej modlitwie towarzyszy roztargnienie. Może czasem coś odwróci naszą chwilową uwagę, jednak nie trzeba się bać, że Pan Bóg nas nie wysłucha. Szczere pragnienie jest ważne jak i intencja. Ludzkie wady i skłonności są wszelakie. My jednak zawsze starajmy się je zwalczać.

Modlitwa sama w sobie jest potrzebna, jako akt wiary, nadziei i miłości. To w niej zwracamy się w potrzebach, problemach, które nas dopadają. Nie możemy zapomnieć też o dziękczynieniu, za otrzymane łaski. To bardzo ważne, aby podziękować Bogu za dary którymi nas obdarzył i nadal obdarzać będzie, jeśli tylko o to będziemy prosić. Pan Jezus zapewnił nas: „O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię Moje, ja to spełnię” Każdemu z nas na drogę naszego powołania do służby Bogu, jako ministranta, życzę nieustannej żywej wiary, aby nigdy nie zabrakło nam, jak pisze św. Paweł „Ducha przybrania za synów, w którym będziemy mogli wołać: Abba, Ojcze!”

Możliwość komentowania jest wyłączona.